«

»

Maj 18

7 grzechów głównych

Jak wszyscy wiemy, w obecnych czasach trudno byłoby nam wyobrazić sobie życie bez samochodów, autobusów, tramwai, czy innej maści pojazdów napędzanych energią elektryczną, bądź siłą ludzkich mięśni i nie tylko. Ten kogo nie stać na własny środek  lokomocji zadowala się komunikacją miejską, i chyba własnie jest to grupa najszczęśliwszych użytkowników dzisiejszej szeroko pojętej motoryzacji, ale nie o nich dzisiaj tu będzie mowa, lecz o tych co transport własny posiadają. A i o tym czego wymaga od nas posiadanie własnych czterech kółek… Nie , nie o tankowaniu drożejącej wciąż benzyny, czy oleju napędowego, ale o SERWISOWANIU, naszego motoryzacyjnego przybytku, a konkretniej o tym czego to w takich serwisach, bądź warsztatach nieautoryzowanych powinniśmy się wystrzegać.

Postanowiłem ułożyć wam tu w kilku punktach największe grzechy, jakich dopuszczają się „naprawiacze” aut, ci mniejsi jak i ci bardziej renomowani…

A więc pozycja numer JEDEN na mojej liście, to bezpodstawne i wręcz absurdalne zawyżanie cen za usługę… Ok, powie ktoś: mamy wolny rynek, każdy ceni się ile chce i co kogo to obchodzi? No ale rozrzut cenowy za wykonanie prostej usługi w obrębie jednego, nie dużego miasta sięgający 200%? I tu powiem to co chyba każdemu z was podpowiada zdrowy rozsądek… wystarczy poszukać kilku warsztatów i dowiedzieć się o ceny rożnych fachowców a gwarantuje będziecie mile zaskoczeni:)  Tak samo jak sens kurczowego trzymania się jednego, warsztatu, bądź mechanika, który w wielu przypadka zaczyna uważać, że i tak zawsze do niego przyjedziecie, wiec poda ceny z kosmosu za wymianę części a Wy nie sprawdzając tego u konkurencji i tak mu zapłacicie. Ilu z Was tak robi? przyznać się 🙂

Więc skoro jesteśmy już przy wymianach i naprawach, to DRUGIE oszustwo/grzech jakie może nas spotkać w warsztacie, przy odbiorze auta to zwrot typu: „Wymieniliśmy klocki i tarcze z przodu, tak jak PAN/PANI chciał(a), ale nasz dzielny mechanik wjeżdżając do warsztatu na kanał, wyczuł mega/hiper/straszne/ stuki w prawym i lewym kole i wymieniliśmy dodatkowo:

  • sworznie
  • gumy na wahaczach
  • łącznik stabilizatora

Jest nam PAN/PANI winny(a) jeszcze 500 zł za robociznę i materiały” Kto z czytających spotkał się z takim zachowaniem ze strony warsztatu? Sytuacja opisana powyżej, jest przejaskrawiona, prze zemnie aby oddać jej powagę, ale naciąganie na 100 czy 50 zł jest całkiem normalne. Ot choćby przykład mojego znajomego, wymiana sprzęgła, pytał się mnie za ile. Moja cena to 200, wliczając w to już wymianę oleju w skrzyni gdyż stary mocno sfatygowany był, 5 godzin roboty i po sprawie. Znajomy podzwonił i znalazł usługę samej wymiany za 200 zł, ale szybciej bo wiadomo, zapracowany, terminy gonią, brak czasu itd. Jedzie odebrać auto a tam z 200 zł robi się 250… Czemu? „No panie oleju w skrzyni nie było, tośmy dolali, o olej drooogi, coś pan nie wiesz?” A olej w skrzyni był…. tylko panom wyciekł przy operacji wymiany sprzęgła. Ale akurat przed tego typu zachowaniami można się w pewnym stopniu bronić: mianowicie zaznaczyć w warsztacie, że wymieniają tylko to na co się już umówiliśmy, absolutnie nic nie dotykają więcej i koniec kropka. Jak będzie trzeba to nawet 4 razy powtórzyć mechaniorowi, aż zrozumie:) No ewentualnie jak ma telefon to niech zadzwoni i opisze co znalazł w aucie i Wy zadecydujecie.

Numerem TRZY na mojej liście grzechów warsztatowych, jest używanie sobie samochodów klientów do własnych celów. Tak, tak, czasem to ludzie nie mają pojęcia co w ciągu tych paru dni, kiedy samochód stał w warsztacie, działo się z ich furą:) Choć wysyłanie, pracowników do hurtowni po części jest na porządku dziennym, to i słyszałem o sytuacjach kiedy brano sobie co lepsze auto spod warsztatu na nocny lans:)  Najlepszą obroną przed tego typu zachowaniami jest po prostu zrobić zdjęcie licznika, i nie zostawiać dowodu, oraz OC, bo potrzebne dane jak VIN można sobie spisać w trakcie przekazania auta do warsztatu. Należy też pamiętać aby nie popadać w zbytnią przesadę, gdyż po niektórych naprawach przejechanie się tych dosłownie kilku, czy kilkunastu kilometrów jest wymagane. Sytuacje te to:

  • wymiana skrzyni biegów
  • remont silnika
  • wymiana silnika

A jeżeli po wymianie rozrządu, świec, wycieraczek, będziemy mieli na kulane 50 km, to wiedzcie, że COŚ SIĘ DZIEJE:)

A z jazdy samochodem klienta wyłania nam się grzech CZWARTY, mianowicie uszkodzenia powstałe na warsztacie, lub w trakcie użytkowania auta przez serwis:) No i tu są dwa rodzaje zachowań, mianowicie:

  1. Odbierasz auto, a tam średnio widoczna rysa na błotniku! Co robi serwis? Głupa klei, no bo przecież rysa była, a klient chce na koszty narażać Bogu ducha winnych fachowców….
  2. Inn sytuacja, odbierasz samochód przychodzi do płacenia a tam doliczone za nadprogramową naprawę… yyyy no zaraz ale jaką naprawę? No jak to rysa była tośmy ją usunęli, jak dla Pana bo stały klient za jedyne 150 zł. Powinieneś dziękować na kolanach… Sytuacja dużo rzadsza niż ta pierwsza, i nawiązująca trochę do drugiego grzechu, ale jak najbardziej spotykana.

Również i tu mamy możliwość  obrony, wystarczy zrobić parę fotek, nawet tuż przed przekazaniem kluczyków do warsztatu. Niech widzą, że stan twojego auta nie jest CI obcy, a uważać będą na pewno dużo bardziej. Pamiętajmy, też, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i błędy się zdarzają, a większość warsztatów, nawet tych mniejszych, posiada OC na takie wypadki. Fakt, że właściciele boją się o zniżki, jeśli przyjdzie im zwracać się do ubezpieczyciela aby ten pokrył koszty szkody, ale cóż takie jest życie:)

Grzech numer PIĘĆ, plaga jeśli chodzi o małe warsztaty, które próbują każdym możliwym sposobem, zarobić aby nie zbankrutować. Mianowicie kradzieże. Tak, ukraść w samochodzie można wiele rzeczy, oczywiście aby umknęło to uwadze właściciela, w miejsce kradzionego wstawia się część taką samą, ale uszkodzoną, bądź imitującą tą starą. I tu szczególnie tyczy się to katalizatora spalin,  który znajduje się w każdym nie starszym jak 15 lat pojeździe. Gdy mamy auto na warsztacie wystarczy wyciąć go, opróżnić środek i wspawać z powrotem. Klient nic nie zauważy, co najwyżej  zmieni się lekko dźwięk wydechu, a warsztat ma kolejne 100 zł do przodu. Osobiście słyszałem o przypadku gdzie klientowi podmieniono głowice, co dla mnie jest już wyczynem karkołomnym i nieopłacalnym. Oczywiście nie możemy zakładać , że w ASO nigdy nic złego nam się nie stanie, często jest tak, że to ten mały warsztacik osiedlowy jest godny zaufania, a właściciel uczciwy, nie pozwalający sobie ani pracownikom na takie wyskoki.

SZEŚĆ, oj grzech popularny, i to bardzo, choć wydaje mi się ze tym razem na większych stacjach serwisowych. Mianowicie niezgodność naprawy z fakturą. Zostawiasz samochód z zamiarem wymiany części zawieszenia na markowe i w miarę drogie, co uwzględnione jest na fakturze, a mechanicy montują najtańszy produkt z palety InterCars, bądź AdAuto. No wiadomo mają umowy, rabaty, a klient i tak nie dojdzie, co jest zapakowane do jego auta. Ostatnio nawet na TVN Turbo był reportaż jak to fachowcy do v8 wsadzili 4 świece platynowe i 4 zwykłe, z czego jedna z tych tańszych urwała się podczas pracy silnika robiąc w nim niemałe spustoszenie. Jako klienci możemy chociaż częściowo bronić się przed tymi praktykami, przynosząc do warsztatu części zakupione osobiście, takie jakie chcemy aby były w naszym aucie. Choć wystarczy że pod naszą nie obecność warsztat zamontuje swoje, a oryginały przepadną.

No i w końcu Grzech SIÓDMY. Kto z Was tak miał, że po odbiorze samochodu z naprawy karoseria jest tłusta ze śladami palców, szczególnie w okolicach przednich nadkoli? Kierownica brudzi jeszcze przez następne 100 kilometrów, o pasach bezpieczeństwa już nie wspominając? Najgorzej jest kiedy fachowcy, z takim zapałem będą naprawiać samochód, że nie zdąża rozłożyć jakiejś foli, bądź szmaty przed zasiednięciem na naszym jasnym , kremowym fotelu kierowcy 🙁 Ktoś powie, że to warsztat i musi być brudno. No, ok. na warsztacie może być brudno, ale karygodnym jest aby cokolwiek z tego brudu przenosiło nam się na samochód. Nie ma na to żadnego wytłumaczenia, i nie wolno takiemu warsztatowi odpuścić, a wiem ze jak chcą to nie pobrudzą, choćby wykonywali najgorszą robotę przy aucie, jaką można sobie wyobrazić. Fura ma być czysta i już:)

Na koniec mojego wywodu, chciałbym abyście pamiętali, że zawsze tych dobrych jest więcej niż tych złych. Bynajmniej taką mam nadzieję. Nie możemy wrzucać wszystkich do jednego wora, bo w tej branży są ludzie naprawdę posiadający mega wiedzę i kochających ten zawód, jak i całą motoryzację w każdej postaci. A jeśli czujecie się na siłach, i wolelibyście aby nikt    nie grzebał wam w cacku, próbujcie sami. Czytajcie uczcie się i ćwiczcie, a przy odrobinie smykałki osiągniecie zadowalające efekty. I w warsztacie zawitacie tylko w naprawdę trudnych przypadkach.

Zachęcam wszystkich do dyskusji w komentarzach  i podzielenia się z innym waszymi dobrymi, bądź złymi doświadczeniami z…  warsztatami:)

 

 

7 Komentarzy

Skip to comment form

  1. Krzysztof

    Witam
    Ciekawy blog, będę tu częściej zaglądał.
    Do tych grzechów przy kradzieżach dodał bym jeszcze drobne rzeczy takie jak płyty, pen drive, czy drobne z popielniczki.
    Pozdrawiam

  2. Bartek

    Artykuł trochę przekoloryzowany ale bardzo fajnie ukazuje najczęściej popełniane błędy i zaniedbania. O ile o wycinaniu katalizatorów nigdy nie słyszałem i każdy kto kiedyś go wyciął w swoim samochodzie wie, że zmienia się wtedy głośność pracy samochodu co bardzo łatwo zauważyć, a świeże spawy są bardzo widocznym dowodem. Natomiast brudzenie samochodu wewnątrz jak i na zewnątrz to plaga w większości polskich warsztatów. Nie należy jednak wybierać warsztatu na podstawie jego wielkości. Pamiętajmy, że w każdym pracują tylko ludzie i mogą popełniać błędy czy to w ASO czy u „pana Heńka”. Nieraz trzeba im po prostu zaufać a nie naprawiać samemu nie posiadając wiedzy i odpowiednich narzędzi. Pamiętajmy, że od sprawności naszego samochodu zależy życie nasze, naszych bliskich i innych uczestników ruchu.

  3. Zuz

    O Boże… Wpisałam w googla „blog motoryzacyjny”, trafiłam do Ciebie bo skusiła mnie nazwa „Garażowy blog”. Coś genialnego! Szukałam długo strony takiej jak ta i wreszcie się udało. Z pewnością będę to częściej zaglądać, gdyż tematyka garażowa nie jest mi obca. Od kilku lat zajmuję się mechaniką samochodową i motocyklową, głównie na użytek własny, czasem by pomóc znajomym, lub znajomym znajomych, którzy chcą unikać takich sytuacji o jakich piszesz! To jest jakaś plaga… Też to przerabiałam kilka lat temu – TRAGEDIAAA! Głównie z powodu różnych oszustw i nieprzyjemnych sytuacji w warsztatach wzięłam się do roboty, i kazałam koledze (legitymowanemu mechanikowi) się przyuczać. No i tak mnie uczył i uczy do teraz, już ze 4-5 lat będzie. Zaczęłam nieledwie od podawania kluczy i usuwania rozlanego oleju, a teraz pomagam mu w warsztacie przy swapach, sama robię drobniejsze rzeczy, klocki, przeguby, uczę się spawać (póki co z marnym skutkiem… Ale staram się!). Dlatego tak mi się spodobała Twoja strona 🙂 Też założyłam bloga motoryzacyjnego, dopiero zaczynam, szczerze mówiąc nie za bardzo wiem jak się do tego zabrać. Ale też chciałabym robić takie relacje z napraw jak Ty. Może mi się uda 🙂 zajrzyj w wolnej chwili jeśli będziesz miał chęć.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę, jak najmniej podrapanych po pracy rąk 🙂
    Zuz

  4. Dirty

    Prawda prawda, w Lublinie zwiedziłem chyba połowę mechaników i jest raptem dwóch do których wracam. genealnie jesli coś da się ogarnąć bez podnośnika na szybko typu klocki- robię zawsze sam. Jestem spokojniejszy, że tłoczki przemyte, piasty przesmarowane itp. Do dziś mam w pamięci gościa, który po 3 tyg nicnierobienia z moim „firmowym” autem i mojej niestety zapowiedzianej wizycie z lawetą, nie dość że zayebał katalizator, to jeszcze wstawił pustą puszkę z kawałkiem rurki latającej luzem w środku. Tak po złości, żeby mi się tłukło. Powiem tyle, że mu się nie opłaciło. Ogólnie fajny ten blog. zapraszam do mnie i pozdrawiam

    1. RZ

      Dzięki za komentarz. Na pewno zajrzę do Ciebie. Trzymaj się. 🙂

  5. Łożyska

    Co do mojego mechanika i grzechu z ponadplanowymi naprawami to w przypadku zauważenia jakichkolwiek konieczności napraw dodatkowych jest do mnie telefon z opisem sytuacji, kosztów, zagrożeń bądź ich braku i prośba o decyzje co robimy. Tak samo jest w przypadku, gdy dana część okazuje się droższa niż zakładano – ostatnio tak było w przypadku kółka pasowego na altku. Miało kosztować 150 zł ale okazało sie że jest jakieś dziwne za 450. Z czystym sumieniem mogę polecić warsztat Grzybowski z Gdyni. Jestem zwykłym klientem nie żadnyum kolegą, którego traktuje się inaczej.

  6. autoczesci

    Świetny artykuł, parę z tych grzechów mi się przydarzyło, trzeba być cholernie ostrożnym wybierając mechanika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *